czwartek, 24 września 2015

Polityka, shitstorm i takie tam

Hm. Sam tytuł posta jest kontrowersyjny. Dlaczego? Bo jest w nim pewne słowo. Zaczyna się na "poli", a kończy na "tyka". Wiem, że trudno się domyślić. Potwierdzam, jeśli o tym myślisz, a myślisz na pewno (chociaż...) - tak, to właśnie "polityka". A i jeśli drażnią Cię kwestie mocne kwestie polityczne - to czytasz na własną odpowiedzialność!

Zdjęcie z Wrocławia, po pierwsze bo tak, a po drugie, bo lubię Wrocław
I tu właśnie będzie trochę przemyśleń o polityce i działaniu naszego państwa - jakże pięknego (tu akurat nie ma ironii!) i jakże dobrze zorganizowanego (tu obecność wymienionej wcześniej przemilczę).
Zacznijmy od bardzo gorącego ostatnio tematu uchodźców. Ach, jak ja się lubuję w takich tematach! Kochany Czytelniku, może domyślisz się jaki jest mój stosunek do nich. Nic do nich nie mam. Serio. Każdy człowiek jest równy, chociaż każdy inny. Jeśli mam coś do danej osoby - na pewno nie wynika to z jego wyglądu, rasy, poglądów etc. 
Wracając do Syryjczyków - pewnie są super ludźmi (nie wiem, nie rozmawiałam) i pewnie jak wśród każdego narodu są różne "typy" Syryjczyków: są i bardzo mili i bardzo nie mili(? - nie wiem jak to ładnie określić). Ale. Zawsze jest jakieś "ale". Tak, nie jestem za tym, żeby przybywali tłumnie do Polski. 
Dlaczego? Pozwolę sobie przytoczyć kilka przykładów.
Nie mamy pieniędzy na opłacenie emerytom godziwych emerytur, ale spoko przyjmijmy uchodźców i dajmy im pieniądze. Ludzie nie mają gdzie mieszkać, tułają się, klęski żywiołowe niszczą im domy - na to pieniędzy nie mamy. Ale na przyjęcie uchodźców i danie im domostw już mamy pieniążki. (UWAGA: tak wiem, że niektórzy bezdomni to po prostu osoby, którym nic się nie chciało i nadal nie chce. I podejrzewam, że się nie zachce). W naszych szkołach nie ma miejsca na takie ilości uczniów, jakie teraz idą do podstawówek, ale jeśli przyjadą uchodźcy to zrobimy wszystko, żeby ich dzieci mogły się dobrze wykształcić. Chyba dość przykładów.
Temat mniej gorący, ale dla mnie jako młodego wyborcy - nie mniej ważny. Partie polityczne. Tak, nie ma żadnej, na którą mogłabym głosować. Każda jest zła, albo jeszcze gorsza. Jestem szalona i czytałam programy wyborcze niektórych partii. Hasła są albo nie zgodne z moimi poglądami albo zbyt ogólnikowe i populistyczne. Wydaje mi się również, że większość posłów i posłanek zasiadających w sejmie jest głupsza/mniej mądra (niepotrzebne skreślić) ode mnie. Rozszerzony WOS robi swoje, chociaż nawet nie chcę go zdawać na maturze. I tu zaznaczę raz jeszcze - nie uważam, że wszyscy w sejmie są idiotami, bo raczej tak nie jest. Czasami komuś zdarzy się powiedzieć coś mądrego. 
Sypią się kolejne tematy: rozdzielenie państwa od kościoła. Jestem za. I tak, wierzę, jestem chrześcijanką, a nawet katoliczką. Ale ogólnie rzecz biorąc - Polska jest państwem świeckim. Nie katolickim, nie jakimkolwiek innym. A to, że wiara katolicka przeważa wśród rzeszy wyznawców w naszym państwie to już nie moja wina. I znając różne aspekty życia politycznego i kościelnego - uważam, że rozdzielenie kościoła i państwa jest jak najbardziej możliwe. 
A teraz mieszanka spraw spornych, mój stosunek do narkotyków, aborcji, środowiska LGBT i eutanazji.
Zacznijmy od szeroko pojętych narkotyków. Po pierwsze dwie rzeczy: wszyscy wiedzą jak bardzo są szkodliwe oraz wszyscy wiedzą jak może być po nich fajnie. Ale nie o tym. 
Jestem za legalizacją. Dlaczego? Bo jak ktoś będzie chciał, to i tak zdobędzie. Bo państwo może zarobić, tak jak już to robi na alkoholu i papierosach. A na czarnym rynku raczej nie zarobią. I jeszcze jedno: wszyscy argumentują, że narkotyki ble, bo się wszyscy potrują. Ale jakoś wszyscy się trują alkoholem i papierosami i nikt na to uwagi nie zwraca. 
Rzecz druga: aborcja. Oj, patrzcie jestem chrześcijanką, a jednak jestem za aborcją! Znaczy... Tylko w przypadkach, które są już dozwolone w naszym państwie. Przypominając jakie są te przypadki: gwałt, zagrożenie życia matki, bądź dziecka. Koniec. Jak jakaś smarkula za przeproszeniem "wpadnie" to niech ponosi jakieś konsekwencje, no błagam. Działania powodują jakieś skutki, no nie?
Mój ulubiony teraz. Środowisko LGBT. Kocham pasjami. Serio. Mam mnóstwo znajomych, którzy są homo lub bi i są niesamowitymi ludźmi. Ich tolerancja w każdym przypadku przekracza znacznie przeciętną i to jest niesamowite. Zresztą znów: nie rozumiem jak można oceniać ludzi po, w tym przypadku, orientacji. A no i oczywiście chciałabym, żeby zostały zalegalizowane związki partnerskie! Bo czemu nie? Miłość rośnie wokół nas... Jak zostało kiedyś zaśpiewane w pewnej pięknej disney'owskiej kreskówce.
No i doszliśmy do - moim zdaniem - najgorszego tematu. Eutanazja. Generalnie jestem za, ale tylko wtedy, kiedy osoba chora/cierpiąca etc jest w stanie sama stwierdzić, że chce zostać odłączona od aparatury. Bo jeśli rodzina zdecyduje... To nie wiadomo w zasadzie, czy ta osoba tak naprawdę nie jest świadoma tego co słyszy, tylko... nie może się obudzić, otworzyć oczu i odpowiedzieć na ich pytania. 

Tym smutnym, poruszającym i refleksyjnym akcentem kończę garść swoich przemyśleń.

Jeśli macie jakieś pytania, chcecie podyskutować przy kawie, zielonej herbacie lub soku porzeczkowym, zapraszam do zakładki "kontakt" tam znajdziecie mojego maila i resztę potrzebnych rzeczy do kontaktu :)

Wasza marudka,

leksa.

wtorek, 22 września 2015

Zupa frustracji

Ugotowałam dla Was zupę z moich frustracji. Zdolność do marudzenia ostatnio u mnie wzrosła.
 
zdjęcie przypadkowe, może pasuje do zupy
 Nie wiem jak Wy oceniacie swoje szkoły, mam nadzieję, że lepiej niż ja swoją. Ze swojego doświadczenia mogłabym powiedzieć po prostu: brak organizacji, miejsca i dobrej kadry pedagogicznej. 
A i jakby ktoś chciał iść w Warszawie do Fredry, to nie polecam to be honest.
Otóż mam wrażenie, że lepiej do matury nauczyłabym się sama w domu z dużą ilością "wolnego" czasu. Bo po prostu potrzebuję czasu do tego, a jeśli mam zadawane milion prac domowych, które - w większości nie wnoszą nic do mojej nauki do matury. Zwłaszcza, że przedmiot, który chciałabym zdawać w rozszerzeniu nie jest niestety rozszerzony w mojej klasie (po raz kolejny zastanawiam się, dlaczego nie wybrałam biol-chemu...). Tak, chciałabym zdawać chemię, niestety muszę uczyć się niechcianego i odrzuconego dawno wosu </3.
Albo te wszystkie dopuszczenia lub niedopuszczenia do matury. Hmm... Nie chcę się kłócić, ale co komu do tego jak zdam maturę (szczególnie z przedmiotów rozszerzonych)? To będzie moja wizytówka w "dorosłym" świecie.
Nie będę pisała już nic o ogólnej potrzebie matury, bo - jak wszyscy wiedzą - jest bezsensowna i tak naprawdę niepotrzebna nikomu. Bo niby jak nasza wymarzona uczelnia ma zweryfikować nas na podstawie kilku eleganckich wyników procentowych? W wielu przypadkach dobry wynik jest szczęśliwym trafem, bo "akurat było to co umiałem", albo "tak, udało mi się trafić dobrą odpowiedź!".
Kolejna rzecz: matura ustna. Szczególnie z polskiego. Koszmar. Masz 15 minut, żeby przygotować się do 10 minutowego monologu, na temat, który nieszczególnie Ci podchodzi. Nawet nie chodzi o to, że się nauczyłeś lub nie. Ale weź tu mów sensownie przed trójką polonistów z wykształcenia, którzy muszą Cię słuchać (zapewne jako kolejnej osoby z rzędu) jak bredzisz coś, bo jesteś zestresowany. Osobiście wstydzę się mówić na forum, szczególnie kiedy nie jestem czegoś pewna. Momentalnie robi mi się gorąco, słabo, robię się blada lub dostaję czerwonych plam na szyi. Super. Dodatkowo trzęsą mi się ręce. Boję się, że powiem coś źle i się skompromituję. I tak zrobię na 100% na maturze. 
Właśnie! Miałam wspomnieć jeszcze o jednej cudnej rzeczy - mianowicie... Nie, nie mogę zrealizować się w swojej szkole. A mam takie wrażenie, że powinna mi to umożliwiać. Przynajmniej w jakimś małym stopniu. Niestety nie umożliwia w żadnym. Nie mam czasu dobrze zrobić pracy domowej, dokładnie czegoś przeczytać, nauczyć się. Bo mam ze wszystkiego wszystko. W tym momencie wyczuwam falę hejtu - "jesteś prawie dorosła, w dorosłym życiu na nic nie ma czasu, tam nikt nie będzie patrzył na twój czas" etc, etc. Wiem, że najpewniej na studiach będę miała tego dużo więcej, ale tam będę się kształciła w tym kierunku, który mnie interesuje i do tego co będzie mi w życiu potrzebne. 
A w liceum? Spoko nauczę się logarytmów, bardzo będzie mi to potrzebne w życiu, szczególnie, że nie chcę iść na studia związane z matematyką. Motyw arkadii? No jasne, czytając książkę będę ją rozpatrywać pod względem arkadyjskości. Zasady prawa po łacinie? Dobrze, że wiążę swoją przyszłość z prawem!
A czego w szkole się nie nauczymy? Oczywiście rzeczy, które nikomu nie są potrzebne - wypełniania PIT-ów, planowania czasu (niby powinniśmy się nauczyć sami dzięki nawałom prac domowych i sprawdzianów, ale niestety wychodzi jak wychodzi), zamiłowania do książek (tylko raczej ich nielubienia, bo się zmusza do czytania często nieciekawych i długich lektur na szybko), cieszenia się z życia (tylko raczej marudzenia, jestem idealnym przykładem), w sumie też słabo sobie radzi z ogólną wiedzą o świecie (najlepszy przykład to cudowny kanał na yt - Matura to bzdura).
Domyślam się, co myślicie czytając tego posta - "Boże, jaka maruda, co ja tu robię!", ale po napisaniu tego i owego o polskim systemie edukacji oraz o mojej niesamowitej placówce edukacyjnej, czuję się o wiele lepiej.

Całuski i uściski od niezastąpionej marudy <3

leksa.
 

niedziela, 17 maja 2015

Omg it's beauty #2

Wiem, że jak zwykle nie piszę systematycznie. Dlaczego? Odpowiedź prosta i ta co zwykle: nie mam czasu.

 Czym zajmę się w tym poście? Włosami. Mianowicie napiszę jak dbam o swoje, co z nimi robię i czego absolutnie nie. Czego używam do pielęgnacji i oczywiście napomknę o milionach zmian kolorystycznych, których już udało mi się dokonać. Bo jestem niezdecydowana i nigdy nie wiem w czym mi lepiej.

Tak wyglądam aktualnie (pewnie nie na długo, bo dążę do jaśniejszego odcienia blondu)
 Zacznijmy od tego, że nie jestem jeszcze zadowolona z długości i koloru moich włosów. Stali czytelnicy mojego bloga, jak i znajomi wiedzą, że kiedyś były o wiele dłuższe. Ale (moje ulubione słowo) teraz poprawiła się ich kondycja i kolor też jest inny. Co prawda czasami widać refleksy rudości (najgorzej), więc chcę je zabić, jednocześnie (wiem!) niszcząc bardzo włosy. Staram się robić wszystkie operacje na moich włosach w odpowiednich odstępach czasu, stosować odpowiednie kosmetyki, żeby jednocześnie nie zrobić z nich siana, co jak na razie całkiem nieźle mi się udaje. Co prawda nie sięgnęłam jeszcze po najbardziej radykalny sposób (rozjaśniacz), a stopniowo próbuję Sunkissem, bo szamponetki nie dają rady. 

Team do rozjaśniania: Sunkiss (L'Oreal), najjaśniejsza szamponetka od Joanny oraz rozjaśniacz do całych włosów (również Joanna), na wszelki wypadek.
Pielęgnacja? Co robię i czego nie. 
Zacznijmy od tego, że nie suszę włosów (oprócz oczywiście niesamowicie okazjonalnych sytuacji) i nie prostuję. W ogóle używam bardzo mało ciepła do stylizacji włosów. 
Myję włosy w chłodnej wodzie (ciepła otwiera łuski włosa i stają się wysuszone), myjąc dodatkowo masuję głowę i skupiam się właśnie przy głowie, nie przy końcówkach. Bo w zasadzie włosy przetłuszczają się od głowy, a końcówki zwyczajnie wysuszają. Przynajmniej ja mam ten pechowy przykład włosów - nie nałożę odżywki na całe włosy, bo będą cały dzień wyglądały tak jakbym ich nie umyła, a jak nie nałożę w ogóle, to od razu mogłabym iść do fryzjera na podcięcie końcówek. Dlatego odżywka tylko na końcówki (to brzmi jak jakieś propagandowe hasło). 
Co z czesaniem? Nie mam wspaniałego tangle teezera, więc zostaje czesanie zwykłą szczotką. Czeszę tylko jak są suche. Mokrych włosów nie polecam czesać z dwóch powodów: są bardziej podatne na zniszczenia i boli jak się czesze (nie polecam).
Po umyciu spryskuję włosy mgiełką regeneracyjną od Syossa, pięknie pachnie i jest niesamowita dla włosów. Po użyciu jej, włosy stają się miękkie w dotyku, gładkie i nie są napuszone.
Jeszcze jeden kosmetyk, który bardzo polecam to suchy szampon batiste - może nie da tego efektu co umycie włosów, ale na pewno je odświeży. Idealny na szybkie wieczorne wyjścia - i super pachnie :D

Jest i cudowny Syoss - w ogóle bardzo polecam produkty tej firmy - bardzo dobrze się sprawdzają.


 Zgubiłam jeszcze gdzieś swoje metamorfozy... 
Mój naturalny kolor włosów to ciemny blond, który według mnie jest bardziej mysi niż blond. Niestety.
Swoją niesamowitą przygodę z farbowaniem zaczęłam w wakacje przed liceum (lipiec 2013 - pamiętna data, mój pierwszy obóz jako kadra). Wpadłyśmy z dziewczynami na wspaniały pomysł farbowania włosów szamponetkami - oczywiście samych końcówek, w końcu wtedy bardzo modne było ombre. No i stało się. Po powrocie z obozu kilka razy odnawiałam sobie ten śliczny blond, któregoś razu na całych włosach i tak zostało.
W ferie zimowe poprzedniego 2014 roku, postanowiłam - znowu szamponetką - przefarbować sobie włosy na brązowe. Wyszło ładnie, zaczął się zmywać do mojego pierwotnego mysiego koloru, ale w zasadzie taki był plan. Żeby wrócić do naturalnego.
Aż do pewnego dnia, kiedy to postanowiłam kupić brązową farbę do włosów. Tyle, że był to orzech. A orzechy zazwyczaj wychodzą z rudym odcieniem. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Dopiero kiedy rano wstałam i spojrzałam do lustra - okazało się, że mają okropne rude refleksy. Niemniej jednak zostałam przy tym kolorze całkiem długo (czyli jakoś tak... do początku maja). 
Potem postanowiłam wrócić do blondu. Wspaniały pomysł. Najpierw bardziej zrudziałam, później na szczęście wróciłam do blondu. No i wytrwałam w nim... może do października. 
W październiku wymyśliłyśmy z Gabrysią, że przefarbujemy się na brąz. Oczywiście ona chciała ciemny, ja - jasny. Więc zakupiłam farbę w kolorze cappuccino (chyba każdy wie, jak wygląda kawa z mlekiem). Szkoda, że totalnie nie wyszło cappuccino. Raczej coś w rodzaju słabej kawy. A więc przy następnym farbowaniu wybrałam farbę koloru jasnobrązowego. Szkoda, że znowu nie wyszedł ten, który miał. Oczywiście był brązowy - ale raczej ciemny, niż jasny. Więc zostałam w tym kolorze, odrostów nie było widać, było super.
Aż do kolejnego pięknego dnia, kiedy powiedziałam - blondzie wróć! No i wrócił. W połowie kwietnia 2015. Postanowiłam pójść nawet do fryzjera, żeby nie zrobić sobie strasznej tragedii z włosów. No i kondycyjnie nie poszło najgorzej. Gorzej z docelowym kolorem - nie był stricte blondem. ZNOWU był rudy. Znowu. Nadal mam poblaski rudego i na wszelkie sposoby próbuję się ich pozbyć. Idzie powoli, ale jakoś idzie ;)


To chyba wszystko na temat włosów, ale - jeśli macie pytania, oczywiście pytajcie, na pewno odpowiem.
Mam nadzieję, że szybciej napiszę następnym razem (jakoś się zbiorę no) ;)

leksa <3

niedziela, 15 marca 2015

Pourodzinowo

No i nadszedł moment, w którym jestem już dorosła.

Sprostowanie: wcale nie jestem dorosła. Tylko pełnoletnia. Tylko mam 18 lat. 

Wczorajszy dzień był niesamowity pd wieloma względami. Dostałam mnóstwo życzeń (facebookowych, telefonicznych, smsowych i osobistych), za które wszystkim bardzobardzo dziękuję. Dostałam piękne i zabawne prezenty, spotkałam się z ludźmi, których od dawna nie widziałam i spędziłam fantastyczny dzień.
Od rana była u mnie najbliższa rodzina, przyjechała nawet siostra ze swoją małą córeczką (btw - dowiedziałam się, że będę jej chrzestną!). Później wpadła do mnie kuzynka i spędziłyśmy mnóstwo czasu na "ploteczkach", bo baaaardzo długo się z nią nie widziałam. Wieczór spędziłam już z przyjaciółmi - dostałam śliczną różę od przyjaciela, a później poszłam do przyjaciółki.
Uważam wczorajszy dzień za jeden z bardziej udanych. Nawet jeśli niektórzy pamiętali o moich urodzinach tylko dzięki temu, że facebook im przypomniał to robi mi się ciepło na sercu kiedy czytam życzenia od znajomych.
 
Niestety nadal jestem pozbawiona mojego aparatu ( :((( ) i piszę z nowego (!!!) komputera. Wreszcie skończą się problemy z brakiem klawiszy (staruszek już się straaasznie psuł), jednak nie mam tu również żadnych zdjęć, które mogłabym wrzucić do posta.

W najbliższych dniach udam się do urzędu wyrobić dowód, niestety nowa formuła dowodów mi nie sprzyja (zdjęcie en face? Chyba żarty!). A w oczekiwaniu na dowód, które może potrwać nawet miesiąc (!), nie będę mogła oddać krwi, co chciałam zrobić już od dawna. I w sumie tylko dlatego spieszy mi się do dowodu.

Liczę, że do następnego postu zdążę już ogarnąć swój aparat, albo przynajmniej jakiś zastępczy.

Miłego dnia!

Niby dorosła a jednak nie,
leksa <3

czwartek, 5 marca 2015

Początkowo-marcowa mieszanka

O matko. To już tylko 9 dni.


Znów jakoś długo nie pisałam. Jakoś chyba brakowało mi weny i czasu do tworzenia postów. Za 9 dni będę "dorosła", a ja zupełnie nie umiem nią być! Podejrzewam, że nigdy potrafić nie będę i na zawsze zostanę małą dziewczynką w środku.


Jutro jadę do Legionowa na kurs, niestety nie zaopatrzona w aparat, bo akumulator ostatnio odmówił mi posłuszeństwa. Jednakże relacja czeka was na snapchacie i pewnie na instagrama też coś wrzucę.

Jedno z niewielu zdjęć zrobionych na marcowym kursie pierwszej pomocy, w Warszawie, na Żoliborzu.
Nie byłam dziś w szkole (i jutro też nie idę - szczęściarz!), bo rano obudził mnie straszny ból brzucha, porównywalny do wbijania noża pod mostek. Nigdy nie miałam wbijanego noża, w sumie w żadne miejsce, ale wyobrażam sobie jak bardzo wielki to może być ból. Chwilami nie mogłam nawet oddychać. Ale już całkiem ok. 

Podobno na tym zdjęciu wyglądamy z siostrą jak bliźniaczki ;)

Ostatnia wiadomość posta: na lato wracam do blondu, być może nawet tak jasnego jak na zdjęciu powyżej ma moja siostra :) Po prostu chyba wolę się w blondzie, ale eksperymenty to eksperymenty ;)

leksa <3

wtorek, 24 lutego 2015

Dzień pierwszy, zdjęcia i happy birthday

Mawiają, że początki są trudne. I to chyba trochę prawda, ale nie tym razem. 
Kilka dni temu dodałam post o tym, że chciałabym zacząć biegać etc.
No i zaczęłam.
W sobotę byłam na basenie z Ulą (ci, którzy mają mnie na snapchacie mogli na bieżąco zobaczyć), a dziś poszłam pobiegać. Mimo małej zadyszki (mam astmę!), czuję się (i czułam podczas biegu) świetnie. Mam jakąś taką energię, której nie miałam wcześniej. 


Miałam zacząć bieganie od marca, bo jak wiecie mam coś z kolanem po feriowym podboju stoku i nart, a w marcu już kończy mi się zwolnienie z wfu etc. Zaczęłam jednak teraz, bo nie wiedząc czemu - bardzo tego potrzebowałam. 
Nie biegałam długo, bo na dworze byłam ok. 15 min, ale to najzupełniej wystarczyło.
Moja dzisiejsza playlista do biegania:
  • Selena Gomez - Forget Forever
  • Skrillex - Banarang
  • Selena Gomez - Hit the Lights
  • Calvin Harris - Blame
  • Lykke Li - I Follow Rivers
 
Jutro u mnie w szkole zaczynają się rekolekcje, więc mam 3 wolniejsze dni (najlepiej!).














I jeszcze...


Wika, Rudzielcu, wszystkiego najlepszego jeszcze raz! W końcu 18 ma się tylko raz w życiu... <3















leksa <3

środa, 18 lutego 2015

Just do it!

Hm, no cóż, jak zwykle jestem niesystematyczna i posty (jak zwykle) są dodawane całkiem różnie. 

Ale chciałam się pochwalić moim nowym, trochę noworocznym, trochę nie - postanowieniem i założeniem, motywacją, wszystkim. 
Otóż zapragnęłam biegać.
Biegać.
Co? Biegać?
Tak. Właśnie tak. Mam ochotę się zmęczyć, poprawić swoją słabą kondycję, poczuć się lepiej. Co za tym idzie chcę też zdrowiej jeść - dziś Popielec, a więc wielkopostne postanowienie, które mam nadzieję, że przetrwa dłużej niż post -> nie jeść słodyczy.
Zanim zacznę biegać, zacznę trochę pływać (zaczynam od TEJ soboty), bo pływanie idzie mi lepiej, a muszę trochę poprawić kondycję, żeby po minucie biegu nie wypluć płuc. 
A propos wypluwania płuc, znalazłam w przypływie motywacji taki przydatny artykuł: Jak zacząć biegać? Bieganie bez wypluwania płuc, czyli przewodnik dla początkującego biegacza
W artykule jest cała wiedza o bieganiu dla początkujących - może nawet trochę opornych - takich jak ja.
Bardzo możliwe, że swoimi postępami, zdjęciami, przemyśleniami etc, będę się dzielić tutaj, więc stay tuned!
Już namówiłam kolegę (który też jest tak leniwy i gruby jak ja), żeby biegał ze mną. Nie wiem jak to się udało, bo naprawdę jest leniwy (chyba coś się ruszyło w nim jak we mnie haha).
Motywacja. Coś o motywacji? Znalazłam ją na podłodze w pokoju, pod szafą, w kącie. Zakurzona i smutna, teraz się odnowiła (SpringMotivation)!
I to już chyba koniec na ten temat, jak na razie został wyczerpany ;p

Jak już wcześniej napisałam:
Stay tuned!

leksa <3